Agnieszka Perepeczko

Witamy!

                                                                                  Perth, 28.02.2010

 Kochani,

Oto  następny telegram z podróży. Tym razem z Perth. Spójrzcie proszę na link: http://pl.wikipedia.org/wiki/Perth

Przyleciałam z Melbourne do Perth samolotem ze znakiem graficznym przedstawiającym kangura, czyli ogólnie znanym Qantasem. To poważna, pięciogodzinna podróż z obiadem serwowanym podczas lotu. Nelly i Michał Tokarczykowie (niektórzy z Was znają ich z "Babiego lata", a także z programu "Taka miłość się nie zdarza") czekali na lotnisku.

 

 Perth to dla mnie nowy raj, a świadomość, że są w nim ludzie z którymi przyjaźnię się od ponad 30 lat, podwaja przyjemność przebywania prawdopodobnie w każdym raju. Właśnie w Perth dotarła do mnie wiadomość, że obraz, który ofiarowałam na aukcję WOŚP został sprzedany za 6400 PLN. Podobno, nie chciano go przyjąć (?) Znowu rodzi się w mojej głowie pytanie DLACZEGO? Może właśnie dlatego, że można by znowu napisać w kolorowej prasie: "wdowa nie chce się dzielić..." A tymczasem okazuje się, że chce i robi to już czwarty raz!

 

 W Perh zdecydowano: trzeba to oblać i zjeść sushi i sashimi. "Prawdziwe"polega na świeżości ryb i owoców morza. Udaliśmy się więc z Michałem na rybny targ i nabyliśmy piękny kawał tuńczyka, łososia z Tasmanii, "crayfish" (australijska odmiana langusty), "banana prawns" (olbrzymie krewetki łowione w Oceanie Indyjskim) i niewystępująca poza Australią Zachodnią, a wspaniale nadająca się na sashimi, białą rybę "King George".

 

 Wieczorem Michał dał z siebie wszystko, jeżeli chodzi o sushi i prawidłowo przygotowane sashimi. Zadbaliśmy też o wino prosto z winnicy, do której zaraz Was zabiorę, ale na razie pobądźmy w Perth... To bardzo wakacyjne miasto z kilometrami plaży, a jak kto nie lubi turkusowo-szmaragdowych fal, po których śmigają pięknie zbudowani mężczyźni, to są tu też jeziora.

Jezioro Lake Monger to mój spacer poranny. Ciekawostką dla mnie były biegające młode matki z dzieckiem śpiącym w wózku!! Ja nie biegałam, ja chodziłam, karmiłam czarne łabędzie, pelikany, rozmawiałam z papugami pokonując codziennie trasę 5 km wokół jeziora.

 

 Dwa tygodnie błogiego leniuchowania mija błyskawicznie i jedziemy do Margaret River na południe od Perth do piwnicy doktora weterynarii Marka Kicińskiego, który wraz z żoną Beatą (też Doktor), zaprosili nas do swojej rezydencji Celestial Hill (Niebiańskie Wzgórze), z widokiem na przepiękną zatokę Geographe Bay. Winnica, gdzie właśnie przygotowują się do winobrania, na wyciągnięcie ręki, a piwniczka pełna do dyspozycji gości, a o niecałą godzinę dalej samochodem, w Cape Leeuwin - Ocen Indyjski spotyka się dramatycznie z Oceanem Południowym. I dalej, następny "przystanek" to już Antarktyda.

 

Upalne powietrze pieści ciało niczym najzdolniejszy kochanek... mam wszystko co człowiek lubi i sprawia mu przyjemność bez względu na wiek i płeć : gaje oliwne i ukryte w nich domki-restauracje w stylu country, gdzie można zjeść coś pysznego i wstąpić na farmę lawendy, a także odwiedzić jedną z dziesiątek winiarni z których słynie Margaret River, jak choćby Amberley, Moss Brothers, Cullen, Lamont's Margaret River, Saracen, Vasse Felix Voyager czy Xanadu. No przecież sami widzicie, że mam wszystko, a co najważniesze mam ze sobą mój największy skarb, moją naturę, która cieszy się jak dziecko ze wszystkiego no i wreszcie mam wspaniałych Przyjaciół, którzy zechcieli mnie tam zawieźć i to wszystko pokazać. Nelu, Michale, Beatko i Marku - dziękuję Wam z całej mojej duszy bardzo zachwyconej !!!



:: design mario&bartek :: prowadzenie KV 2004-2008 ::